środa, 31 lipca 2013

Rozdział 27

* Dzień po powrocie Harry'ego i Cysi z wakacji *
* Oczami Cysi *
Przechadzaliśmy się po Lodnynie z dziećmi. Weszliśmy do sklepu, ponieważ Ed chciał lizaka.
Kasjerką była moja i Hazzy dobra znajoma . Pogadaliśmy trochę. Trzymałam Ed'a na rękach.
Gdy dostaliśmy to co chcieliśmy zauważyliśmy, że nie ma Darcy.
Zaczęłam jej denerwowo jej szukać z Styles'em. 
Wyszliśmy ze sklepu i zadzwoniłam do Ady i Zayn'a i wytłumaczyłam jej sytuacje. 
Pomogli nam szukać, ale na nic. Zaczęłam wątpić w ogóle, czy ją znajdę.
W końcu zadzwoniłam na policję. Przyjechali i powiedzieli:
- Znalezienie tej małej istotki może nam zająć ok. 4 dni. Chciałbym mieć jej zdjęcie, abym mógł ją rozpoznać.
Podałam mu zdjęcie małej z mojego portfela.
- Yhyymm, dobrze - zadzwonimy jak znajdziemy jakieś ślady, ale proszę opowiedzieć mi co się stało i jak to się stało. - oznajmił.
- No, byliśmy w sklepie i ja z moim mężem się zagadałam z kasjerką no i ... nie wiem po prostu jak już wychodziliśmy już jej nie było. - powiedziałam.
Zaczęłam szlochać.
- Okej, wszystko jasne. Tak jak mówiłem - zadzwonimy jak coś znajdziemy. Proszę być cały czas przy telefonie.
- Dobrze.
Postanowiliśmy, że ja i Harry oraz Ed pojedziemy do domu.
Ed zasnął, a ja skuliłam się na kanapie.
Usiadł obok mnie i przytulił się do mnie.
- Będzie dobrze. - mówił.
- To moja wina, wszystko to jest moja wina. - płakałam i płakałam.
- Nie mów tak. Nie masz 4 oczu żeby wszystko widzieć. Znajdzie się. Wierz, a tak się stanie.
- Dobrze.
Jak zauważyłam Harry także płakał, ale nie tak jak ja.
Przytuliłam się do niego bardziej.

Pobiegłam na górę do mojej sypialni.
Zaczęłam jeszcze bardziej płakać. Nie mogłam znieść tego, że nie ma jej teraz przy mnie. Że nie śmieje się. Że nie opowiada. Że nie ma jej.
Usiadłam na łóżku, a do pokoju wszedł Harry.
Usiadł obok mnie i powiedział:
- Jesteś silna. Uwierz.
- Nie, nie jestem.

- Jesteś piękną, silną kobietą. Zaraz wrócę.
Wyszedł z pokoju, a ja podeszłam pod szafę. Nie miałam sił na nic. Nie wiedziałam co robić.
Jeśli ona się nie znajdzie ? Zabije się. 

Szybko wzięłam z torebki żyletkę. Miałam już ja przyłożoną do żył. Jeden ruch. Jedna sekunda.
Nagle wszedł Harry. Płakał. Podbiegł do mnie i wywalił żyletkę przez okno.
- Proszę .. nie rób tego ... jeśli to zrobisz ja też .. 

Podeszłam do niego i przytuliłam się.
- Zostanę przy tobie. - powiedziałam.
- Ja też. Nie dotykaj już nigdy tego, proszę. Pomyśl o Ed'zie, o Darcy . 
- Może nie żyć.
- Nie myśl tak. 
- Próbuję.

- Chodź już spać, jest późno. - zaprowadził mnie do łóżka i zasnęłam.
* Rano *
Kolejny dzień bez Darcy.
Siedziałam przy kanapie. Stukałam w ławę. Długo, krótko, krótko, długo.
Ed był u Ady. Nie miałam siły się nim zajmować. Harry rozmawiał przez telefon.
- Mają jeden ślad. - oznajmił gdy skończył.
- Jaki. - spytałam ożywiona.
- Widzieli zza drzew rude włosy. Podobne do Darcy. Nie zdążyli jej złapać.
- Skąd mają pewność, że to ona. - powiedziałam znudzona.
- Nie wiem. 
Wyszłam na dwór o 8:00. Siedziałam na ławce. Byłam w krótkim rękawku i spodenkach. Chodź był marzec padał jeszcze śnieg. To dziwne. Harry wyszedł na dwór.
- Wyjdź. - powiedziałam stanowczym tonem.
- Ale ..
-Powiedziałam wyjdź. Chcę być sama .
Wyszedł zszokowany.
Siedziałam na dworze już dwie godziny. Przemarzłam już do szpiku kości, ale byłam silna.
Poczekałam jeszcze 15 minut, aż w końcu przyszedł loczek z kocem. 
Okrył mnie i zaniósł do domu. Płakałam ile wlezie. 

Zasnęłam na kanapie.
//////////////////////////////////////////////////////////////////
Czekałam na wiadomość od policjantów. Usłyszałam głos w słuchawce.
- Pani Parker ?
- Tak ? - powiedziałam zachrypłym głosem.
- Mamy złą wiadomość.. Pani córka .. nie żyje.
Rzuciłam słuchawkę w kont . Krzyknęłam na cały głos:
- NIE !
Przybiegł Harry i zapytał się co stało.
- Ona .. nie .. żyje ...
Zaczął płakać. 
To było straszne uczucie. Tracisz swoją własną córkę. 

Nie wiedziałam co zrobić.
//////////////////////////////////////////////////////////////////
Obudziłam się z krzykiem.
- Co się stało ? - przybiegł Hazz.
- Śniło mi się, że ... ona .. nie .. żyje.
- To nie prawda, spokojnie. - przytulił się do mnie.
* Dwa dni później *
Policjanci nadal nie dawali żadnych znaków.
Aż bałam się co się stało.
W końcu usłyszałam dzwonek. Stukanie. Długie, krótkie, krótkie, długie.
Odebrałam.
- Pani córka ...
- Tak ?
- żyje.
- Na prawdę ? Gdzie była ?
- Tak, żyję.  Jest już na komisariacie. Proszę przyjechać.
Powiedziałam Harry'emu i pojechaliśmy na komisariat.
Gdy zobaczyłam jej piękną twarz. Rude włosy. Oczy. Czapeczkę. Moje ciało przeszyło falę ogromnej radości. Rozpłakałam się ze szczęścia i podbiegłam do niej. Przytuliłam się do niej. Jej oddech .Uśmiechnęłam się poprzez łzy.
- Mamo, czemu płaczesz? - spytała.
- Kocham cię. - szepnęłam.
- Była w lesie. Bała się. Nie wiemy czego. - oznajmił policjant.
Harry podszedł do niej i ucałował w małe malinowe usta.
- Mamo, mam coś dla ciebie. - wyszeptała Dar.
- Co skarbie ? - podeszłam do niej.
Wyciągnęła ze spodni różę.
- Piękna, dziękuje. - przytuliłam się do niej.
_______________________________________________
Jest i 27 :) Trochę gifowy XD Jutro next. KOMENTUJCIE. // Nandos.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz